Wróg na uczelniach? Biurokracja, nie PRL...

internet
Co jest przeszkodą dla innowacyjności uczelni? Pozostałości PRL - jak pisze p. Kamil Sikora? Nie, to nie PRL, a uczelniane biurokracje... Pokazują to przykłady wielu anglosaskich programów - ale są i dobre rozwiązania.. Pytanie, czy mamy mechanizmy selekcji dobrych praktyk, czy też rządzi wygodnictwo, kolesiostwo i niekompetencja...

Efektywne wdrażanie programów wspierania przedsiębiorczości czy innowacji nie jest łatwe.. Niedawne studium Fundacji Kauffmana, przeprowadzone przez Aziza Gilaniego, firmy dyrektora venture capital DFJ Mercury nad 29 amerykańskimi inkubatorami akademickimi zwanymi tam „Startup Accelerator” przyniosły zatrważające wyniki. Ponad 45% z nich nie dało ani jednego absolwenta, który przeszedłby do fazy pozyskiwania finansowania. Gdy próbowano ocenić i porównać ich funkcjonowanie, konkluzja była brutalna: wyniki są zbyt kiepskie, żeby dawało się je sensownie analizować.
Podobnie, dużo wcześniej - na innym krańcu świata, w Australii podjęto próbę wzmocnienia współpracy pomiędzy nauką i biznesem przez stworzenie w roku 1991 Cooperative Research Centres (CRS). Przez 11 lat swojej działalności wiele spośród 123 ośrodków „zniknęło bez śladu, pośród opowieści o bezsensownych kłótniach, arogancji i ignorancji związanej z procesem komercjalizacji.” – Tak pisano w prestiżowym czasopiśmie biznesu „BRW” pod znamiennym tytułem „Świetny pomysł, żałosne wyniki”. W ciągu pierwszych 11 lat ośrodki te pochłonęły oszałamiającą sumę 7,2 miliarda dolarów.. (Proszę wziąć poprawkę na inflację.) W roku 2001 pisano: „w tym roku 19 ośrodków zostanie zamkniętych, a 19 innych powstanie. Systematyczne badania nad ich efektywnością pokazały, że 70% nie dały satysfakcjonującego „rate of return” (zwrotu na inwestycji) – nawet według własnych kryteriów..” Autor badań, Chris Dowson, na co dzień prowadzący firmę komercjalizującą badania mówi: „gdyby ośrodki te oceniać według normalnych kryteriów, to powiedział bym, że 99% z nich nie dało satysfakcjonujących efektów”.
Co ważne, był jednak jeden-jedyny z owych CRS-ów, który odniósł sukces. Różnica pomiędzy nim, a wszystkimi innymi była taka, że rządy w nim objął człowiek z doświadczeniem biznesowym – nie naukowiec, nie działacz samorządowy, nie polityk, ale przedsiębiorca.
Niestety, w Polsce, w spółkach powoływanych przez samorządy czy uczelnie dla rozwoju innowacyjności i tworzenia miejsc pracy trudno uświadczyć kogoś z przedsiębiorczym doświadczaniem.
Z całym szacunkiem dla doświadczenia politycznego, do dorobku naukowego.. Ale prowadzenie innowacyjnej firmy to przede wszystkim zdolność do identyfikacji szans rynkowych, wrażliwość na zmiany otoczenia, gotowość do podejmowania decyzji w warunkach niepewności i braku informacji, docenianie znaczenia szybkości działania.. Tego wszystkiego nie nauczy nawet najbardziej kompetentne funkcjonowanie w zaciszu gabinetów. Tych umiejętności nabiera się zabiegając o klienta, użerając się z dostawcami i nie zawsze solidnymi pracownikami.
Podobnie rzecz ma się gdy chodzi o szkolenia. W systematycznych badaniach nad programami wspierania przedsiębiorczości Korsching i Allen stwierdzili, że: instruktorzy, którzy odnoszą sukcesy, mają kwalifikacje akademickie do nauczania, ale też mają osobiste doświadczenie w prowadzeniu firmy, a przynajmniej pracowali w świecie biznesu.”
Tymczasem.. Jedna z polskich uczelni, ogłaszając konkurs na prowadzenie dla studentów w programie „ABC Przedsiębiorczości” wymaga, by trenerzy mieli (oprócz kursu trenerskiego lub coachingowego, oraz doświadczenia w prowadzeniu szkoleń):
„ co najmniej 36-miesięczne doświadczenie w pracy w instytucji rynku pracy lub dziale HR”.
Więc – nie rozumienie specyfiki prowadzenia firmy, ale znajomość uprawnień urlopowych czy świadczeń dla bezrobotnych? I wcale nie potrzebujemy wiedzieć jak się robi biznesplan i jakie znaczenie ma płynność finansowa? (Nie mówiąc już o tym, że księgowość i marketing obecne w programie ABC Przedsiębiorczości to bardzo różne kompetencje i nie powinno się ich powierzać jednemu wykładowcy.)

Wspaniałym przykładem jest "fenomen Cambridge".
Trzydzieści lat, gdy czyniono pierwsze kroki w tym kierunku temu Cambridge było prowincjonalnym miastem (zaledwie 100 tys. dusz) oraz:
• Siedzibą dla 20 zaledwie dwudziestu firm high-tech, oraz
• jednym z najuboższych regionów Anglii
A obecnie (dane za 2006):
• jest tam aż 40 000 ludzi osób zatrudnionych w 1500 firmach bazujących na wykorzystaniu wiedzy,
• jest siedzibą 70 firm giełdowych (tylko jedna w 1990),
• w regionie Cambridge zarejestrowano 8% inwestycji venture capital, choć region ten zamieszkuje zaledwie 0,8% populacji kraju.
I jest to obecnie jeden z najbogatszych regionów kraju…
Doświadczenie Cambridge jest dla nas istotne nie tylko dlatego, że to „też w Europie”. Brytyjskie akademickie tradycja czy „kultura” są znacznie bliższe Polsce, niż amerykańskie. Jeszcze nie tak dawno brytyjscy naukowcy też często uważali, że profesorom „nie wypada” mieć spółki, czy prezesować takowej.
Jak tego dokonano?
Badania Jamesa Gibbonsa, Anny Lee Saxonian z Uniwersytetu Stanford oraz innych wskazały na następujące czynniki:
• Uniwersyteckie (i inne) Centra Doskonałości (tworzenia ich było one popularne po opublikowaniu słynnej książki Toma Petersa i Roberta Watermana „W poszukiwaniu doskonałości”)
• przedsiębiorcy z rynkowymi pomysłami i produktami
• sieci aniołów biznesu i dostępność venture capital
• dostępność finansowania na wczesnych etapach życia firmy.
• współpracujące grupa firm które już odniosły sukces
• utalentowani ludzie i dobre zespoły
• infrastruktura wsparcia
• niezbyt kosztowna przestrzeń do rozwoju firmy (inkubatory)
• sprzyjające warunki mieszkaniowe i życia.

Spójrzmy więc: są dobre doświadczenia, na których można by się wzorować..
Niestety - w pogoni za łatwą (no, nie zawsze) kasą projektów unijnych, w szaleństwie labiryntów biurokratycznych wymagań ginie z oczu wszystko to, co może zmienić krajobraz polskiej innowacyjności..

Bo póki co, efekty dotychczasowych programów to jedynie jaskółki innowacyjnej wiosny..

Pytanie, czy i kto - gdzieś tam, u siebie, chciałby to zmieniać.. I czy twórcy programów innowacyjności zechcą do tych doświadczeń sięgać..
(Więcej na podobne tematy na mojej stronie www.kreatywne-strategie.pl )
Trwa ładowanie komentarzy...